Podróże w czasie zarazy - Kreta
Plus i minus...
No
to teraz sobie poczekam, na plus albo minus, dwadzieścia cztery
godziny, albo zadzwonią albo nie zadzwonią. Jak zadzwonią to plus,
jak nie to jest minus.
W ten oto sposób mój właściwy urlop
rozpoczął się dopiero po de facto dwóch dobach od przylotu.
Oczywiście nikt nie zadzwonił, to było wiadome od początku, ale
bałem się bo wiem, że te całe testy PCR to taka maszyna losująca.
Zakręcimy kołem i komuś covida wylosujemy, albo nie wylosujemy.
Stresowałem się i to jeszcze jak! Nie widmem choroby (90% z
nas i tak to zresztą przechorowało nie wiedząc nawet), ale widmem
przymusowej izolacji. Właśnie tym, dwutygodniową izolacją na
rajskiej wyspie, co z tego, że na grecki koszt, co z tego, że
kwarantanna allinclisve, nikt przecież nie chce być zamknięty!
W
każdym razie tym razem maszyna losująca mi sprzyjała, mój fart.
Nasz hotel
mieścił się w Agia Pelagia, przyjemne miejsce na klifie, bardzo
urokliwe. Mimo stresówki z testem los się do nas uśmiechnął i
dano nam w cenie bardzo dogodny apartament, który normalnie jest
płatny. W naturze równowaga musi być jednak zachowana, szczęście
długo nie trwało, zapomniałem spakować większość swojej
garderoby. Zostałem więc w tym co miałem na sobie i z kilkoma
parami majtek i skarpetek na zmianę.
Braki jedna uzupełniłem w
pobliskich sklepach.
Janusze Polaki
Jak
co pobyt trafiamy na tzw. „januszy”, takich rasowych, wręcz
stereotypowych. Pierwsze takie spotkania zawsze są zabawne, takie
studium przypadku, po którymś razie zaczyna to być męczące.
Najpierw ich usłyszeliśmy, potem dopiero zobaczyliśmy. W
warunkach allinclusive janusze przechodzą w tryb stadny, w stadzie
są głośni i odważni, entuzjaści łaciny podwórkowej. Dla nich
spoko, dla nas niekoniecznie – ciszy nikt nie zaznał. Chyba, że w
końcu sami padną od ilości wypitej wódy, która jest w cenie
przecież.
Tylko czasem jak są trzeźwi są do zniesienia i w
miarę ogarnięci, ale czasem tak jak wspomniałem.
Pewnej
nocy z chwili na chwilę byli coraz głośniejsi, wprost
proporcjonalnie do spożytego przezeń alkoholu. Kurwy to już potem
latały dookoła, jak pociski w 43 na Łuku Kurskim. Aż goście z
francuskiego turnusu pytali mnie, czy u nas to taki przecinek. Te
kurwy bien sûr.
Wstyd!
W drogę!
Po
paru dniach adaptacji z miejsce, uzupełnienia braków w garderobie i
posmakowaniu lokalnych trunków, bo wódę to ja w Polsce mam,
wynajęliśmy samochód. Nie ma żadnej frajdy z siedzenia w jednym
miejscu, zwłaszcza, że Kreta nie jest jakąś ogromną wyspą,
warto więc ją zwiedzić skoro jest okazja.
Kreta jest pięknym miejscem, skradła nam serce, ale nie zmienia to faktu, że miejscami potrafi być na prawdę brudna. Jest na przykład plaża, dosłownie lazurowe wybrzeże, a zaraz po lewej stronie dzikie wysypisko...kiepsko to wygląda. Ale rekompensują to widoki, kto był na Krecie wie o czym mowa :)
Do tego wszystkiego Kreta pachnie, pachnie oliwkami, do teraz brakuje mi tego zapachu.
Podczas jazdy po Krecie doświadczyliśmy także pojęcia siesty, która okazuje się być tam rzeczą świętą, oczywiście nie wszyscy ją praktykują, ale potrafiono mnie na przykład wyprosić ze sklepu, bo siesta xd nie ma, zapraszamy ponownie. Jedni robili to mniej lub bardziej subtelnie.
Ale poza tym poznaliśmy grecką gościnność i serdeczność.











Komentarze
Prześlij komentarz